08 sierpnia 2014

Eurotrip 2.0




Sam nie wiem, czy już tak przywykłem do podróżowania czy fakt, że piszę ten post spod Cambridge jest tak irracjonalny, że w zasadzie czuje się jakbym wyszedł z domu na spacer i nic więcej. Niezależnie od przyczyny mojej obojętności względem tej podróży za nami już około 1800km, kilka lepszych i parę tragicznych chwil, jak jeden samochód spod granicy Niemiecko-Holenderskiej aż pod Londyn, albo utknięcie na parę godzin, czy całą noc na jakiś stacjach.



Ogólna refleksja jest taka, że wyjechaliśmy za późno i nie zawsze wysiadaliśmy tam gdzie byłoby najlepiej, ale brniemy ciągle do przodu! Pierwszy problem zaczął się pod Poznaniem, gdzie przyszło nam czekać na kolejny samochód ponad 3h, ale czas umilali nam przypadkowi kierowcy, jak dziadek zatrzymujący się na środku autostrady i wjeżdżający na stację benzynową
pod prąd, czy kobieta gubiąca korek od wlewu paliwa obok nas i co ciekawsze zorientowała się jakieś 100m dalej! Dalej już jakoś poszło, ciężarówka, potem następna złapana przez CB, osobówka prowadzona przez niebrzydką Niemkę(!) i utknięcie na całą noc na jakiejś stacji, gdzieś w Niemczech. W końcu, gdy już zaczynało świtać, zabrała nas ciężarówka aż do granicy Holenderskiej. Kierowca widząc w jakim jesteśmy stanie po zimnej jak na środek lata nocy, ugościł nas gorącą herbatą, czego na prawdę bardzo nam wtedy było potrzebne. Ta część podróży minęła mi raczej na przysypianiu, a ostatnia pobudka była niezwykle radosna, bo obudziły mnie głos kierowcy, oznajmiającego, że złapał na CB samochód aż do Anglii! Szybka podróż do Calais, szybka bo przespana, śniadanie późnym popołudniem podczas czekania na prom, półtorej godziny snu podczas rejsu i przed zmierzchu byliśmy na serwisie pod Londynem. Przyszło nam tu spędzić kolejną noc, ale tym razem kulturalnie w namiocie się wyspaliśmy, zjedliśmy śniadanie w pobliskim Maku i ruszyliśmy powoli dalej na Cambridge. Kilka samochodów dalej i parę godzin później utknęliśmy w końcu na autostradzie pod miastem docelowym, ale nie zrażeni ani trochę ruszyliśmy przez ściernisko do pobliskiej drogi, którą mieliśmy nadzieję dotrzeć do Cambridge. W chwilę później byliśmy już w mieście i po spotkaniu się z koleżanką ruszyliśmy pozwiedzać jeszcze choć trochę. Teraz kończę porządną brytyjską herbatę i ruszamy zaraz dalej na północ do Szkocji!


Zdjęcie obowiązkowe w miejscowości AparatMost.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz